„Istnieje tylko jedna osoba, która kiedykolwiek może uczynić Cię szczęśliwym i tą osobą jesteś Ty.”David Burns
-Ma pani zerwane więzadła krzyżowe przednie i naderwany mięsień dwugłowy - wypłynęło z ust lekarza - wie pani, że podczas ciąży trzeba zrezygnować z piłki nożnej? Rozumiem, że to może być trudne, bo to pani praca, ale można do tego wrócić - posłał mi uśmiech - dlatego, i dla pani, i dla dziecka będzie lepiej jak zrezygnuje pani jak na razie z pracy. Zaraz przyjdzie doktor i wszystko Pani wytłumaczy.
-Przepraszam, o czym pan mówi? Jakiego dziecka? - zdziwiłam się.
-To już wiemy, dlaczego pani grała - uśmiechnął się - Jest pani w 10 tygodniu ciąży. Nie zauważyła pani nic? No faktycznie, to dosyć dziwne, że ma pani płaski brzuch.
-No w sumie, to nie. Miesiączka mi się spóźniała, ale już tak miałam i lekarz powiedział, że to przez wysiłek.
-Nie miała pani jakichś dziwnych smaków do jedzenia? Nie wymiotowała pani?
-Co do smaków, to jestem przyzwyczajona, że zjem mieszaninę czegoś, co inni nie zjedzą. I nie miałam.
-Oczywiście nie wszystkie ciężarne kobiety je mają, więc proszę się nie martwić. Gratuluję pani oraz pani chlopakowi. Z nogą proszę się stawić za jakiś czas. Przejdzie pani operacje na nogę, ale niech się pani nie martwi, nic się dziecku nie stanie. To już wszystko, może pani wrócić spokojnie do domu. Na korytarzu czeka na panią chłopak i dziewczyna.
-Dziękuję bardzo. Do widzenia - wysiliłam się na uśmiech.
-Do widzenia. A przepraszam, jeszcze doktor przyjdzie, proszę poczekać.
Tak jak powiedział, za kilka minut zjawił się w gabinecie dobrze znany mi lekarz.
-Witaj Laura.
-Dzień dobry.
-Nie mam dobrych wieści. Doktor pewnie Ci wyjaśnił, ale powiem teraz ja. Masz zerwane więzadło krzyżowe przednie, boczne strzałkowe i kompleks tylno-boczny stawu kolanowego, z naruszeniem więzadła krzyżowego tylnego. Jednym słowem koszmar. Bardzo mi przykro.
Jeszcze chwilę z nim porozmawiałam. Byłam w szoku. Nadal czułam przeszywający ból. Miałam wrażenie, że zastrzyki nic nie dają. Młody lekarz otworzył mi drzwi. Wyszłam z gabinetu lekarskiego. Na korytarzu zobaczyłam Ella i Delly. Kiedy mnie zobaczyli, podnieśli się i do mnie podeszli. Pomogli mi wsiąść do samochodu. W domu odpowiedziałam im o tym, co powiedział mi lekarz.
-Wrócisz szybko, zobaczysz. Ponosisz gips z jakieś trzy tygodnie i nawet się nie obejrzysz kiedy będziesz biegać po boisku - uśmiechnął się Ell.
-Nie wrócę tak szybko do piłki - odparłam.
-No co Ty, na pewno - trzymał się swojego.
-Jestem w ciąży - odparłam.
-Co? - zdziwili się.
-W 10. tygodniu. - przytuliłam się do Rydel.
-Jak to? - zapytała.
-Na wakacjach w przedostatni dzień.
-Ross się ucieszy - stwierdził piłkarz - bo to Ross, prawda?
-Nie, wiesz? Spotkałam kogoś we Włoszech.. No oczywiście, że ta lama.
-Patrz, już ma humorki - zaśmiał się.
-Kretyn - zawtórowałam mu.
-I tak mnie kochasz. Jedziesz do niego?
-Chciałabym jutro.
-To zadzwoń do niego, bo mało na zawał nie zejdzie - zaśmialiśmy się.
Wybrałam numer Lyncha i przyłożyłam telefon do ucha. Od razu odebrał, zawalając mnie pytaniami.
-Kochanie, martwiłem się. Nic Ci nie jest? Dobrze się czujesz? Jak noga? Jesteś w domu? Mogę przyjechać jeśli chcesz, nawet zaraz.
-Rossy, spokojnie. Zerwane więzadła i naderwany mięsień dwugłowy, ale dokładniej opowiem Ci później. Ross ja jestem... Jestem już w domu - rozmyśliłam się - mogę jutro przyjechać?
-Oczywiście, ale dasz sobie radę? Może po Ciebie przyjechać?
-Wystarczy jak mnie odbierzesz z lotniska - zaśmiałam się.
-Kocham Cię.
-Ja Ciebie też. Ell mi zabukował właśnie bilet na jutro, na 9:00. Kretyn. Tylko on też będzie musiał wstać wcześniej - zaśmiałam się słysząc jęk Ratliffa - dziękuję za bramkę, bo to serduszko było do mnie, tak?
-Oczywiście. Tylko do Ciebie. Twoje serduszko też do mnie?
-Mhm, patrzyłam na mecz przed wyjściem.
-Kochanie, może idź spać?
-Chyba pójdę. Kocham Cię.
-Też Cię kocham. Dobranoc.
Odłożyłam telefon na kanapę. Rydel i Ellington już robili sobie ze mnie jaja.
-Może idź już na górę, żebyś doszła do jutra - śmiał się Ratliff.
-Ty też lepiej wracaj do domu, chcę Cię tu widzieć o 7:00 - odgryzłam się.
-Jutro mam wolne, a muszę wcześnie wstać - marudził.
Wchodziłam po schodach, kiedy jedna z kul wypadła mi z ręki i spadła na podłogę, robiąc przy tym dużo hałasu. Moi przyjaciele zjawili się od razu przy niej.
-Nic mi nie jest, ale podaj mi ktoś kulę - zaśmiałam się.
-Mogłem ją zanieść.
-No, mogłeś mnie zanieść - odpowiedziałam.
Weszłam do pokoju. Zabrałam ciuchy i weszłam do łazienki. Napuściłam wody do wanny i z trudnością do niej weszłam. Wykąpana wróciłam do pokoju i położyłam się spać. Budzik zadzwonił o 6:30. Niechętnie podniosłam się z łóżka. O kulach wyszłam się odświeżyć. Ubrana i pomalowana wróciłam, aby się spakować. Planowałam tam zostać na dłużej.
Spakowałam dużą walizkę i zaczynałam się martwić, jak powiedzieć Lynchowi o ciąży. Z dołu słyszałam wesoły głos Ella.. Wszedł do pokoju i dostałam buziaka w policzek. Złapał za rączkę walizki i uchwyt mojej torebki po czym zniósł je na dół. Zeszłam po schodach i skierowałam się do kuchni. Chłopak robił w niej śniadanie. Na talerz nakładał kanapki z pomidorem i postawił je na stole. Nalał soku pomarańczowego do szklanki i również położył ją przede mną. Podziękowałam i zjadłam jedną kanapkę, a Ratliff resztę. W futrynie drzwi pojawiła się zaspana Delly. Pożegnałam się z nią, a Ell obiecał, że będzie pilnował Deme. Wyszliśmy z domu. Drzwi do auta otworzył mi mężczyzna, a nastepnie je zamknął. Zawodowolona usiadłam wygodnie w fotelu. Na lotnisku znaleźliśmy się godzinę przed wylotem. Ruszyłam do odprawy. Piłkarz pomógł mi z walizką oraz torbą, pocałował mnie w policzek i pożegnał się ze mną. Wcześniej kazał dać znać, że dotarłam. Do samolotu jakoś doszłam. Było ciężko, ale dałam radę. Miałam miejsce obok młodego mężczyzny, który kiedy tylko mnie zobaczył od razu zdjął z fotela swojego laptopa, abym mogła usiąść. Samolot wystartował, a parę minut po tym podeszła do mnie dziewczynka. Na oko miała jakieś 8 lat.
-Dzień dobry - nieśmiało zaczęła - czy mogę panią prosić o autograf i zdjęcie?
-Hej, jasne - uśmiechnęłam się do niej.
Podała mi notesik. Spytałam ją o imię, a kiedy mi odpowiedziała, napisałam na kartce 'Dla kochanej Nicole - Laura Marano ♥ '. Oddałam jej zeszycik, a ona z uśmiechem podała go mężczyźnie. Wnioskuję, że był on jej tatą. Stanęła obok mnie, aby sobie zrobić zdjęcie. Posadziłam ja na swoich kolanach i obie uśmiechnęłyśmy się do aparatu. Na koniec dostałam całusa w policzek. Miałam go przekazać Rossowi. Zaśmiałam się i obiecałam, że przekażę buziaka. Zapytała jeszcze o nogę i wróciła zadowolona do opiekuna.
Na miejscu byłam o 10:00. Wyszłam niezdarnie z samolotu i ruszyłam po odbiór walizki. Na lotnisku czekał już mój chłopak. Gdy mnie ujrzał, szybkim krokiem ruszył w moją stronę, a nawet nie krokiem, ponieważ on biegł. Przyciągnął mnie do siebie i namiętnie pocałował.
-Do widzenia. A przepraszam, jeszcze doktor przyjdzie, proszę poczekać.
Tak jak powiedział, za kilka minut zjawił się w gabinecie dobrze znany mi lekarz.
-Witaj Laura.
-Dzień dobry.
-Nie mam dobrych wieści. Doktor pewnie Ci wyjaśnił, ale powiem teraz ja. Masz zerwane więzadło krzyżowe przednie, boczne strzałkowe i kompleks tylno-boczny stawu kolanowego, z naruszeniem więzadła krzyżowego tylnego. Jednym słowem koszmar. Bardzo mi przykro.
Jeszcze chwilę z nim porozmawiałam. Byłam w szoku. Nadal czułam przeszywający ból. Miałam wrażenie, że zastrzyki nic nie dają. Młody lekarz otworzył mi drzwi. Wyszłam z gabinetu lekarskiego. Na korytarzu zobaczyłam Ella i Delly. Kiedy mnie zobaczyli, podnieśli się i do mnie podeszli. Pomogli mi wsiąść do samochodu. W domu odpowiedziałam im o tym, co powiedział mi lekarz.
-Wrócisz szybko, zobaczysz. Ponosisz gips z jakieś trzy tygodnie i nawet się nie obejrzysz kiedy będziesz biegać po boisku - uśmiechnął się Ell.
-Nie wrócę tak szybko do piłki - odparłam.
-No co Ty, na pewno - trzymał się swojego.
-Jestem w ciąży - odparłam.
-Co? - zdziwili się.
-W 10. tygodniu. - przytuliłam się do Rydel.
-Jak to? - zapytała.
-Na wakacjach w przedostatni dzień.
-Ross się ucieszy - stwierdził piłkarz - bo to Ross, prawda?
-Nie, wiesz? Spotkałam kogoś we Włoszech.. No oczywiście, że ta lama.
-Patrz, już ma humorki - zaśmiał się.
-Kretyn - zawtórowałam mu.
-I tak mnie kochasz. Jedziesz do niego?
-Chciałabym jutro.
-To zadzwoń do niego, bo mało na zawał nie zejdzie - zaśmialiśmy się.
Wybrałam numer Lyncha i przyłożyłam telefon do ucha. Od razu odebrał, zawalając mnie pytaniami.
-Kochanie, martwiłem się. Nic Ci nie jest? Dobrze się czujesz? Jak noga? Jesteś w domu? Mogę przyjechać jeśli chcesz, nawet zaraz.
-Rossy, spokojnie. Zerwane więzadła i naderwany mięsień dwugłowy, ale dokładniej opowiem Ci później. Ross ja jestem... Jestem już w domu - rozmyśliłam się - mogę jutro przyjechać?
-Oczywiście, ale dasz sobie radę? Może po Ciebie przyjechać?
-Wystarczy jak mnie odbierzesz z lotniska - zaśmiałam się.
-Kocham Cię.
-Ja Ciebie też. Ell mi zabukował właśnie bilet na jutro, na 9:00. Kretyn. Tylko on też będzie musiał wstać wcześniej - zaśmiałam się słysząc jęk Ratliffa - dziękuję za bramkę, bo to serduszko było do mnie, tak?
-Oczywiście. Tylko do Ciebie. Twoje serduszko też do mnie?
-Mhm, patrzyłam na mecz przed wyjściem.
-Kochanie, może idź spać?
-Chyba pójdę. Kocham Cię.
-Też Cię kocham. Dobranoc.
Odłożyłam telefon na kanapę. Rydel i Ellington już robili sobie ze mnie jaja.
-Może idź już na górę, żebyś doszła do jutra - śmiał się Ratliff.
-Ty też lepiej wracaj do domu, chcę Cię tu widzieć o 7:00 - odgryzłam się.
-Jutro mam wolne, a muszę wcześnie wstać - marudził.
Wchodziłam po schodach, kiedy jedna z kul wypadła mi z ręki i spadła na podłogę, robiąc przy tym dużo hałasu. Moi przyjaciele zjawili się od razu przy niej.
-Nic mi nie jest, ale podaj mi ktoś kulę - zaśmiałam się.
-Mogłem ją zanieść.
-No, mogłeś mnie zanieść - odpowiedziałam.
Weszłam do pokoju. Zabrałam ciuchy i weszłam do łazienki. Napuściłam wody do wanny i z trudnością do niej weszłam. Wykąpana wróciłam do pokoju i położyłam się spać. Budzik zadzwonił o 6:30. Niechętnie podniosłam się z łóżka. O kulach wyszłam się odświeżyć. Ubrana i pomalowana wróciłam, aby się spakować. Planowałam tam zostać na dłużej.
Spakowałam dużą walizkę i zaczynałam się martwić, jak powiedzieć Lynchowi o ciąży. Z dołu słyszałam wesoły głos Ella.. Wszedł do pokoju i dostałam buziaka w policzek. Złapał za rączkę walizki i uchwyt mojej torebki po czym zniósł je na dół. Zeszłam po schodach i skierowałam się do kuchni. Chłopak robił w niej śniadanie. Na talerz nakładał kanapki z pomidorem i postawił je na stole. Nalał soku pomarańczowego do szklanki i również położył ją przede mną. Podziękowałam i zjadłam jedną kanapkę, a Ratliff resztę. W futrynie drzwi pojawiła się zaspana Delly. Pożegnałam się z nią, a Ell obiecał, że będzie pilnował Deme. Wyszliśmy z domu. Drzwi do auta otworzył mi mężczyzna, a nastepnie je zamknął. Zawodowolona usiadłam wygodnie w fotelu. Na lotnisku znaleźliśmy się godzinę przed wylotem. Ruszyłam do odprawy. Piłkarz pomógł mi z walizką oraz torbą, pocałował mnie w policzek i pożegnał się ze mną. Wcześniej kazał dać znać, że dotarłam. Do samolotu jakoś doszłam. Było ciężko, ale dałam radę. Miałam miejsce obok młodego mężczyzny, który kiedy tylko mnie zobaczył od razu zdjął z fotela swojego laptopa, abym mogła usiąść. Samolot wystartował, a parę minut po tym podeszła do mnie dziewczynka. Na oko miała jakieś 8 lat.
-Dzień dobry - nieśmiało zaczęła - czy mogę panią prosić o autograf i zdjęcie?
-Hej, jasne - uśmiechnęłam się do niej.
Podała mi notesik. Spytałam ją o imię, a kiedy mi odpowiedziała, napisałam na kartce 'Dla kochanej Nicole - Laura Marano ♥ '. Oddałam jej zeszycik, a ona z uśmiechem podała go mężczyźnie. Wnioskuję, że był on jej tatą. Stanęła obok mnie, aby sobie zrobić zdjęcie. Posadziłam ja na swoich kolanach i obie uśmiechnęłyśmy się do aparatu. Na koniec dostałam całusa w policzek. Miałam go przekazać Rossowi. Zaśmiałam się i obiecałam, że przekażę buziaka. Zapytała jeszcze o nogę i wróciła zadowolona do opiekuna.
Na miejscu byłam o 10:00. Wyszłam niezdarnie z samolotu i ruszyłam po odbiór walizki. Na lotnisku czekał już mój chłopak. Gdy mnie ujrzał, szybkim krokiem ruszył w moją stronę, a nawet nie krokiem, ponieważ on biegł. Przyciągnął mnie do siebie i namiętnie pocałował.
Podniósł mnie i okręcił wokół własnej osi. Postawił mnie delikatnie na ziemi i podał kule. Złapał za bagaż oraz torebkę i ruszyliśmy do auta. Otworzył mi drzwi do pojazdu i pomógł do niego wsiąść, a następnie je zamknął. Włożył moje rzeczy do bagażnika i zajął miejsce za kierownicą. W czasie drogi napisałam sms-a do Ratliffa, że już wylądowałam. Pod domem blondyna byliśmy już po dziesięciu minutach. Wysiadłam z samochodu i ruszyłam do drzwi. Ross kazał mi od razu usiąść na kanapie. Weszłam do salonu i usiadłam na sofie. Po chwili chłopak zszedł po schodach i usiadł obok mnie.
-Kocham Cię - pocałowałam go - muszę Ci coś powiedzieć.
-Kocham Cię najbardziej na świecie.
-Nie wiem jak Ci to powiedzieć.
-Najlepiej od początku - zaśmiał się.
-Pamiętasz wakacje?
-Oczywiście.
-A tą noc?
-No jasne.
-Bo ja... Ross ja... Będziesz tatą - rozpłakałam się.
Blondyn podniósł mój podbródek i popatrzył mi w oczy. Nic nie mówiąc, wytarł kciukiem moje łzy. Pocałował mnie w głowę i przytulił do siebie.
-Nie wiedziałem, że tak szybko będziemy mieli dziecko. Teraz to się musisz zgodzić i do mnie wprowadzić - odparł - wiem, że będzie Ci ciężko z piłką, ale coś wymyślimy, prawda - położył dłonie na moim brzuchu.
Nie mogłam uwierzyć w to co słyszę.
-10. tydzień - odpowiedziałam.
-Kocham Was. Będziesz grał w piłkę jak tatuś i mamusia.
Skierował te słowa do mojego brzucha, a następnie mnie pocałował. Dałam mu buziaka w policzek i przekazałam, że jest on od jego małej fanki.
-A skąd wiesz, że to będzie synek? - zaśmiałam się.
-Wiem kogo zrobiłem - zaciął się - głupio to zabrzmiało, ale wiesz o co chodzi.
-Bardzo głupio.
-Przepraszam - pocałował mnie - wybaczysz mi.
-Zobaczymy - wytknęłam mu język.
-Nawet nie wiesz jak bardzo Cię kocham.
-Ja Ciebie też.
-Zawróciłaś mi w głowie od razu, kiedy Cię zobaczyłem. Jak się poznaliśmy, to Ell chciał mnie zamknąć w pokoju, bo ciągle o Ciebie pytałem - zaśmiał się.
-Jesteś najlepszy - cmoknęłam go w usta.
Wtuliłam się w jego ciało i zadowolona przymknęłam oczy. W jego objęciach czułam się bezpiecznie. Był ukojeniem wszystkich moich nerwów. Mam cudownego chłopaka i niedługo będziemy mieli dziecko. Rozmowa zeszła na plany na przyszłość. Oglądaliśmy jakiś film. Kiedy zamknęłam oczy było niesamowicie przyjemnie.
-Kocham Cię - pocałowałam go - muszę Ci coś powiedzieć.
-Kocham Cię najbardziej na świecie.
-Nie wiem jak Ci to powiedzieć.
-Najlepiej od początku - zaśmiał się.
-Pamiętasz wakacje?
-Oczywiście.
-A tą noc?
-No jasne.
-Bo ja... Ross ja... Będziesz tatą - rozpłakałam się.
Blondyn podniósł mój podbródek i popatrzył mi w oczy. Nic nie mówiąc, wytarł kciukiem moje łzy. Pocałował mnie w głowę i przytulił do siebie.
-Nie wiedziałem, że tak szybko będziemy mieli dziecko. Teraz to się musisz zgodzić i do mnie wprowadzić - odparł - wiem, że będzie Ci ciężko z piłką, ale coś wymyślimy, prawda - położył dłonie na moim brzuchu.
Nie mogłam uwierzyć w to co słyszę.
-10. tydzień - odpowiedziałam.
-Kocham Was. Będziesz grał w piłkę jak tatuś i mamusia.
Skierował te słowa do mojego brzucha, a następnie mnie pocałował. Dałam mu buziaka w policzek i przekazałam, że jest on od jego małej fanki.
-A skąd wiesz, że to będzie synek? - zaśmiałam się.
-Wiem kogo zrobiłem - zaciął się - głupio to zabrzmiało, ale wiesz o co chodzi.
-Bardzo głupio.
-Przepraszam - pocałował mnie - wybaczysz mi.
-Zobaczymy - wytknęłam mu język.
-Nawet nie wiesz jak bardzo Cię kocham.
-Ja Ciebie też.
-Zawróciłaś mi w głowie od razu, kiedy Cię zobaczyłem. Jak się poznaliśmy, to Ell chciał mnie zamknąć w pokoju, bo ciągle o Ciebie pytałem - zaśmiał się.
-Jesteś najlepszy - cmoknęłam go w usta.
Wtuliłam się w jego ciało i zadowolona przymknęłam oczy. W jego objęciach czułam się bezpiecznie. Był ukojeniem wszystkich moich nerwów. Mam cudownego chłopaka i niedługo będziemy mieli dziecko. Rozmowa zeszła na plany na przyszłość. Oglądaliśmy jakiś film. Kiedy zamknęłam oczy było niesamowicie przyjemnie.
*Ross*
Laura zasnęła w czasie filmu, więc wziąłem ją delikatnie na ręce i zaniosłem do sypialni. Położyłem Lau na łóżku i przykryłem kocem. Zszedłem do kuchni i zrobiłem sobie coś do jedzenia. Usiadłem z kanapkami przy stole i nalałem do szklanki soku. Już za kilka miesięcy zostaniemy rodzicami. W sumie, to już nimi jesteśmy. Już niedługo będzie nas troje. Za kilka dni jedziemy do domu po rzeczy Laury. Chcę aby ze mną zamieszkała, a teraz jest to możliwe. Rozmawialiśmy z Ellem i Delly. Kiedy Ratliff się dowiedział o tym, że moja dziewczyna tutaj zostaje, od razu spytał Deme, czy ta z nim zamieszka. Dziewczyny stwierdziły, że sprzedadzą dom i podzielą się pieniędzmi. Nie będzie on im już potrzebny. Chciałbym w tym momencie iść i już kupić rzeczy dla naszego maluszka. Już nawet wiem, gdzie zrobimy mu pokój. Sam nie mogłem w to uwierzyć. Dopiero się dowiedziałem, że zostanę ojcem, do narodzin zostało kilka miesięcy, a ja już myślę o pokoiku dla dziecka. Pokręciłem głową z uśmiechem na ustach. Zjadłem i posprzątałem po sobie. Udałem się do sypialni i położyłem się obok ukochanej na łóżku. Przytuliłem ją do siebie,a ona położyła głowę na mojej klatce piersiowej.Jestem szczęściarzem, że mam Lau przy sobie. Wiem,że to ona jest ta jedyną.
Laura zasnęła w czasie filmu, więc wziąłem ją delikatnie na ręce i zaniosłem do sypialni. Położyłem Lau na łóżku i przykryłem kocem. Zszedłem do kuchni i zrobiłem sobie coś do jedzenia. Usiadłem z kanapkami przy stole i nalałem do szklanki soku. Już za kilka miesięcy zostaniemy rodzicami. W sumie, to już nimi jesteśmy. Już niedługo będzie nas troje. Za kilka dni jedziemy do domu po rzeczy Laury. Chcę aby ze mną zamieszkała, a teraz jest to możliwe. Rozmawialiśmy z Ellem i Delly. Kiedy Ratliff się dowiedział o tym, że moja dziewczyna tutaj zostaje, od razu spytał Deme, czy ta z nim zamieszka. Dziewczyny stwierdziły, że sprzedadzą dom i podzielą się pieniędzmi. Nie będzie on im już potrzebny. Chciałbym w tym momencie iść i już kupić rzeczy dla naszego maluszka. Już nawet wiem, gdzie zrobimy mu pokój. Sam nie mogłem w to uwierzyć. Dopiero się dowiedziałem, że zostanę ojcem, do narodzin zostało kilka miesięcy, a ja już myślę o pokoiku dla dziecka. Pokręciłem głową z uśmiechem na ustach. Zjadłem i posprzątałem po sobie. Udałem się do sypialni i położyłem się obok ukochanej na łóżku. Przytuliłem ją do siebie,a ona położyła głowę na mojej klatce piersiowej.Jestem szczęściarzem, że mam Lau przy sobie. Wiem,że to ona jest ta jedyną.
***
I jak wrażenia po rozdziale? Mi szczerze się nawet podoba, ale ocenę zostawiam Wam ^^ Jak tam wakacje? Jedziecie gdzieś? Ja za tydzień wyruszam nad morze:)
Dziękuję za komentarze pod rozdziałem 5:)
Kocham Was :**
Komentujcie to ważne :) 5kom=next :)
Mój aniołek :)
Najlepszy :*
Kto ogląda dziś TB2?:**
6 komentarzy:
Super rozdział :*
Czekam na next <3
Czekam na next :)
Super czekam na next jak najszybciej proszę bo chce wiedzieć ci dalej i czy Laura będzie grała czy nie i jak sobie z tym wszystkim poradzi ☺☺☺☺
O BOSHE !!!Jakie to zajebisty rozdział! Chyba najlepszy...
Kurde.., Spodziewałam się , ze coś poważnego, ale że ciąża?!
Kobieto I Love YOU! :*:*:**:**:::*:**:*::*:*:**:
Miłych wakacji - ja nie jadę nigdzie! Byłam tylko u babci... papa do nastęonego i cudownego rozdziału :*::*:**:*::*:**:*::*:*::**:*:*::*:**:*::*
O BOSHE !!!Jakie to zajebisty rozdział! Chyba najlepszy...
Kurde.., Spodziewałam się , ze coś poważnego, ale że ciąża?!
Kobieto I Love YOU! :*:*:**:**:::*:**:*::*:*:**:
Miłych wakacji - ja nie jadę nigdzie! Byłam tylko u babci... papa do nastęonego i cudownego rozdziału :*::*:**:*::*:**:*::*:*::**:*:*::*:**:*::*
Piękny czekam na next
Prześlij komentarz