wtorek, 23 czerwca 2015

1."Football Life"

Niechętnie podniosłam się z łóżka. To już dzisiaj wylatujemy do Stanów Zjednoczonych. Po sporych debatach wygrał mój pomysł, czyli wyjazd do LA . Ellington stawiał na Londyn, a Rydel na Hiszpanię. Przeciągnęłam się i omiotłam wzrokiem pomieszczenie, w którym się znajdowałam. Obok szafy leżały walizki. Mój wzrok został dłużej na koszulce z numerem "10", która była oprawiona w ramkę i szkło. To była koszulka, w której grałam na zawodach. Dzięki nim jestem tu, gdzie jestem.
***
-Marano, dobrze wyglądam? - zapytała po raz setny Del.
-Nie denerwuj mnie Dells.
Ta w odpowiedzi jedynie się zaśmiała. Wyszłyśmy z szatni i kierowałyśmy się na rozgrzewkę. Kiedy nasze ciała były rozgrzane, zabrałam piłkę i zaczęłam rundkę ze strzałami na bramkę. Prowadziłam chwilę futbolowkę i pewnie oddałam strzał. Piłka leciała lekko podkręcona i wpadła w lewe okienko.
-Strzelaj tak, a wygramy - zaśmiał się nasz bramkarz.
Pokopałyśmy jeszcze chwilę i usłyszałyśmy głos naszego trenera.
-Dziewczyny, chodźcie. Zaraz gracie mecz.
Po krótkiej przemowie naszego opiekuna wyszłyśmy na boisko. Tak jak na każdym etapie zawodów w piłkę nożną podskoczyłyśmy z Delly i uderzyłyśmy się ramionami.
Stanęłyśmy na swoich pozycjach. Tak jak ustaliliśmy przed rozpoczęciem, że od razu napieramy na bramkę przeciwka, tak też zrobiłyśmy. Rozpoczynałyśmy mecz. Rydel podała mi piłkę, a ja od razu skierowałam się z nią na bramkę rywala. Ominęłam dwie zawodniczki i podałam do Dels. Wbiegłam w pole karne i futbolówka do mnie wróciła. Nawet jej nie przyjęłam i z pierwszej piłki oddałam strzał na bramkę. Usłyszałam radosne krzyki dziewczyn i już po 30 sekundach meczu prowadziłyśmy 1:0. Kolejną bramkę dodała Paulina i wygrałyśmy 2:0.
Doszłyśmy do finału. Przeciwnik bardzo trudny, zwycięzca zeszłorocznych zawodów w piłkę nożną. Trener kazał stawiać wszystko na jedną kartę. Pełne energii i zapału rozpoczęłyśmy mecz. Byłyśmy tak skupione, że wygrałyśmy 5:2. To był jeden z najwspanialszych spotkań jakie rozegrałyśmy. Ustrzeliłam hat-trick'a i zaliczyłam asystę. Po jednej bramce strzelały Delly, Vanessa oraz Raini. W szampańskim humorach czekałyśmy, aż nasz kapitan odbierze puchar. Po krótkim świętowaniu przebrałyśmy się i ruszyłyśmy do autokaru. Przed drzwiami zatrzymał nas jakiś mężczyzna. Poprosił o rozmowę. Popatrzyłyśmy po sobie i odeszłyśmy na bok.
-Cieszymy się, że zgodziły się panie z nami porozmawiać - zwrócił się mężczyzna do mnie i Delly - jesteśmy skautami z żeńskiej drużyny z Bayernu Monachium. Mają panie niesamowity talent. Poszukujemy tak zgranej pary, dlatego chcielibyśmy zaprosić panie na testy, o ile się panie zgadzają.
-Testy? - wykrztusiłam - Monachium?
-Tak - odpowiedział.
No nie wiem, Lau - zaczęła Rydel.
-Dells, to jest ogromna szansa. Możemy grać w Bayernie. Jeśli zaprzepaścimy to, to sobie tego nie wybaczę.
-Ale to są Niemcy.
-Rozumiem Cię, ale wiesz, co to znaczy - posmutniałam.
-Laura.
-Ja się zgadzam na testy - zwróciłam się do mężczyzny - ale jeśli moja przyjaciółka nie podejmie takiej samej decyzji jak ja, to nigdzie nie jadę - podał mi wizytówkę - dziękuję i do widzenia - odwróciłam się.
Zajęłam miejsce koło okna i oparłam głowę o szybę. Zdziwiło mnie to, że na takie zawody przyjechali pracownicy Bayernu Monachium. Zobaczyłam, że Rydel nadal rozmawia z mężczyzną. Po chwili wróciła i zajęła miejsce obok mnie. Nie odezwałyśmy się do siebie ani słowem. Wróciłyśmy do szkoły i przekazałyśmy puchar dyrekcji. Od razu poszłam do domu. Weszłam do swojego pokoju, zamknęłam drzwi i rzuciłam się na łóżko. Moim marzeniem było grać w klubie, a co dopiero pracować, robiąc to co się kocha. Strasznie chcę jechać na te testy, lecz bez mojej Delly nigdzie nie jadę. Po moim policzku popłynęło kilka łez. Przymknęłam oczy i zasnęłam. Następnego dnia nie poszłam do szkoły. Siedziałam w salonie, kiedy do drzwi zadzwonił dzwonek. Podeszłam do nich i otworzyłam je. W progu stała Rydel. Wpuściłam ją do środka.
-Pakuj się.
-Emm... - zdziwiłam się.
-No pakuj się, jedziemy do Monachium.
-Żartujesz? - przytuliłam ją z całych sił - kocham Cię - zaśmiałyśmy się.
***
-Laura - do pokoju wpadła Delly - Ell dzwonił, że lot mamy wcześniej.
-Zabije go.
-Jedzie z nami jego kolega - poruszała znacząco brwiami.
-Ross?
-A no. Skąd wiesz?
-Bo to jego przyjaciel i rozmawiałam z nim wczoraj. Coś mówił, że jedzie, ale nie chciał powiedzieć gdzie.
-No fakt, a teraz wstawaj.
-Czekaj - otrząsnęłam się.
-Co? - odwróciła się.
-Jedzie z nami Ross.
-No tak.
-O w mordę.
    Zerwałam się z łóżka i z prędkością światła pobiegłam do łazienki. Wykonałam poranną toaletę, wysuszyłam włosy oraz zrobiłam delikatny makijaż, a na koniec się ubrałam. Gotowa wróciłam do pokoju.

Bardziej podręczne rzeczy wrzuciłam do torebki i poszłam do salonu. W jadalni zastałam Ella, który jak zawsze jadł u nas śniadanie.
-Cześć Lau.
-Hej - pocałowałam go w policzek - to prawda, że na wakacjach będzie z nami Ross? - usiadłam na krześle stukałam paznokciami o blat stołu.
-Tak, a co? - zaśmiał się.
-Nie, nic - ucięłam szybko - nic mi na ten temat nie powiedział - zdziwiłam się.
-Jaaasne, a kto niczym struś pędziwiatr pobiegł do łazienki, jak się o tym dowiedział? - zaśmiali się.
-Oj, cicho.
-Laura się zakochała? - popatrzył podejrzliwie Ratliff.
-Pff, nie?
-Solisz herbatę - zauważyła blondynka.
-Bo przyniosłaś sól, zamiast cukru.
-Ej, to moja herbata - oburzył się Ell.
-Ruszać się, bo taksówka przyjechała.
-Już jej się spieszy do Lyncha- stwierdził Ell.
-Spadać - zaśmiałam się.
    Wsiedliśmy do taksówki, którą skierowaliśmy się na lotnisko. Po odprawie, usiedliśmy w samolocie. Siedziałam obok okna, a Ell i Delly usiedli naprzeciwko mnie. Obok mnie było wolne miejsce. Usłyszeliśmy jak ktoś krzyczy, aby zaczekać, że jeszcze on. Mógł się nie spóźniać.
-Witam państwa - usłyszałam głos Rossa? Nie, on miał przecież być na miejscu.
-Siema Stary - odezwał się Ell.
-Siemka - przywitała się Rydel.
-Ross? - zdziwiłam się.
-Ciebie też miło widzieć, piękna - posłał mi zniewalający uśmiech i usiadł obok mnie - miałeś na mnie czekać. Byłem u Ciebie w domu. Drzwi otworzył Mark  i mówi, że pojechałeś do dziewczyn, no to pojechałem tam, ale nikogo nie zastałem. Prawie się spóźniłem.
-To by była taaakaaa szkoda, prawda Laura? - zaśmiała się Delly.
-A co u Ciebie Lau? Dawno nie rozmawialiśmy.
-Dawno, czyli wczoraj? - zaśmiałam się.
-A dzisiaj jeszcze nie.
-Ale gruchają - ryknęli śmiechem.
-Co Ty na to, żeby ich sprzedać? - blondyn przełożył rękę na moje ramię i przyciągnął mnie do siebie.
-A nie myślisz, że się jeszcze przydadzą?
-No w sumie - zaśmiał się - spać Ci się chce? - zapytał widząc, że moje oczy się kleją.
-Trochę - odparłam.
-To się połóż.
-Niby gdzie?
-To się oprzyj, chodź. Buzi za to - wyszczerzył się.
    Przyciągnął mnie jeszcze bardziej do siebie. Oparłam głowę o jego ramię i przymknęłam oczy.
-Buzi - upomniał się.
-Patrz tak rzadko tutaj przyjeżdża, a jak się zżyli - skomentowała blondynka- słodcy są.
    Dałam mu buziaka w policzek i powróciłam do poprzedniej pozycji. Było mi wygodnie w jego ramionach. Czułam się bezpiecznie. Czy zakochałam się w Rossie Lynchu? Chyba tak. Blondyna poznałam dzięki Ellowi. Ross przyjechał do Ratliffa w odwiedziny i obaj przyszli do naszego mieszkania. Uwielbiałam go. Znałam go tylko z meczy. On i Ell byli moimi ulubionymi piłkarzami. Na żywo był jeszcze cudowniejszy. Kiedy wyjeżdżał, to zapisał sobie mój numer i od razu po wylądowaniu do mnie napisał.
-Lau, Laura - ktoś wolał moje imię.
-A może ja ją na ręce wezmę, żeby jej nie budzić?
-Ross się zakochał, Rosssię zakochał - ktoś zaczął śpiewać.
-Jesteśmy już? - zapytałam otwierając oczy.
-Obudziłeś ją baranie.
-Chodźcie.
-Tak! - krzyknęłam.
    Wzrok ludzi skierował się w moją stronę. Każdy na mnie patrzył. Ross złapał mnie za rękę i wyciągnął z samolotu. Śmiejąc się szliśmy po nasz bagaże. Wsiedliśmy do auta i podaliśmy adres naszego hotelu.
****
Jest i rozdział 1!!! Juhuu!!! Chciałam zmienić fabułę by się różniła i chyba się różni. Nigdzie nie spotkałam jeszcze bloga o Raurze i piłce nożnej! :D
Postanowiłam znowu zacząć od Nowa. Ale w sumie do 3 razy sztuka :D
Skomentujcie jak się wam będzie podobać. Z góry przepraszam za błędy ale rozdział z telefonu.
Pa pandki! :*

2 komentarze:

Anonimowy pisze...

Cudowny i oryginalny!
Mam nadzieję, że historia nie będzie tak pędzić :D
Kocham i czekam na kolejne ,,piłkarskie" rozdziały :*:*; ( zapraszam na Kryminalną - new rozdział ) :**:*:*:*:*:*:*:*:*::*:*:*:*:*:*

Unknown pisze...

Świetny :)
Nie spotkałam jeszcze z piłką nożną ;)
Czekam na next :*